Szukaj na tym blogu

wtorek, 27 grudnia 2011

Sos Afrykański z orzeszkami, sezamem i kolendrą, producent Łowicz, [Biedronka]

Od czasu do czasu Biedronka zaskakuje różnymi urozmaiceniami, a do jednych z nich należy afrykańska edycja sosów Łowicz. Pierwszy o smaku pomarańczowo cytrusowym, jeśli dobrze pamiętam, drugi, dziś opisywany z orzeszkami, sezamem i kolendrą.
Słoiczek jest gustownie ubrany w cętkowaną etykietę i takąż zakrętkę.
 Podczas podgrzewania, już z mięsem (indyczym)


Po otwarciu raczej zniechęca zapachem. Jest jakiś ciężki, sezamowy.
Na szczęście w smaku, a to nas interesuje najbardziej okazuje się być bardziej zachęcający. Dominują oczywiście warzywa (również widoczne "na żywo" - i co istotniejsze - raczej twarde a nie rozgotowane). Czasem można trafić na orzeszka ziemnego, ale o dziwo w smaku nie są aż tak zauważalne (za to później przy odbijaniu je czuć  (sorry). Dominuje lekko pikanty smak na języku i to on urozmaica wrażenia kubkom smakowym. Inaczej byłoby nudno i mdło.

Porcja przewidziana jest dla czterech osób, ale nie radzę ryzykować, no chyba że jesteśmy po kilku przystawkach i planujemy kaloryczny deser. Sos jest przeznaczony do ryżu i jest to słuszna koncepcja; ja zjadłem wprawdzie do smażonych ziemniaków i też dało radę, ale bardziej pasowałby ryż.

Według producenta do porcji przewidziane jest 400 gram schabu, kurczaka lub indyka. Ja jadłem wprawdzie z tym ostatnim (bo akurat to miałem) i nawet się skomponowało. Nijakie mięso indycze potrzebowało pikantnego wspomagacza i całość skomponowała się całkiem przyzwoicie. Choć podejrzewam, że z kurczakiem smakowałoby lepiej.
porcja 520 gram
cena 5,99 PLN (jeśli dobrze pamiętam)
produkt dostępny okresowo
Ocena 6/10
Plusy
- ciekawe urozmaicenie smakowe;
- całe kawałki warzyw (marchewki i papryki) i chrupiące (co akurat nie każdemu może odpowiadać).

Minusy;
- słabo wkomponowany smak orzechów;
- wzmacniacz smaku (glutek sodu) Po co, się pytam (chociaż. podobno są go śladowe ilości). Inni potrafią bez i dają radę;
- orzeszki ziemne wyglądają jak rozgotowane zielone oliwki.

Czy kupię ponownie. Raczej nie, no chyba że za 4 PLN. Z obu afrykańskich sosów bardziej podchodził mi ten pomarańczowy. Może dlatego, że był bardziej wyrazisty w smaku, choć cytrusowy. Co kto lubi.

sobota, 24 grudnia 2011

Folia dekoracyjna samoprzylepna [Aldi]

Dziś pierwszy raz nie o jedzeniu a o prezentach. Wszak Gwiazdka nadchodzi! (wyczytałem, że już o 15.20 na południowo-zachodniej części nieba można dostrzec Wenus, czyli wprawdzie nie gwiazdkę a planetę, ale co tam).
Pomocna przy pakowaniu  prezentów, lub ich ozdabianiu, okazać się może oferowana w Aldi (choć pewnie i w innych sklepach również) dekoracyjna folia samoprzylepna.
tutaj zdjęcie ze strony sklepu
Występuje w dwóch wersjach: metalizowana (rozmiar 150x45cm) oraz dekoracyjna (200x45 cm).
Ja nabyłem ozdobną w gwiazdki mniejsze i większe
 Gwiazdki są hologramowe, ładnie mieniące się w świetle.

Na odwrocie (papierze ochronnym) nadrukowana jest praktyczna kratka, która ułatwia przycinanie.



Poniżej przykład wykorzystania folii, jako imitacji wstążki oraz naklejki z miejscem na adresata prezentu, czyli wigilijna prapremiera prezentu gwiazdkowego. 




Dodatkowo folię można wykorzystać do dekorowania, sztukowania, etc. ale nie wpadłem jeszcze na genialny w skutkach pomysł naklejenia jej na blaty i regały.
Reasumując, praktyczny dodatek, a niemałe rozmiary folii w rolce pozwalają na późniejsze jej wykorzystanie (no chyba, że przeznaczymy ją na pakowanie prezentów).
Cena 4,99 PLN

Plusy
- korzystna cena;
- dość duży arkusz;
- estetycznie wykonane hologramy;
- praktyczna kratka na odwrocie ułatwiająca manewrowanie nożyczkami.

Minusy
- ponieważ folia jest dość cienka, trzeba uważać przy jej naklejaniu, zwłaszcza dużych powierzchni, aby się nie pomarszczyła, albo nie "złapała" baniek powietrza.

Ocena 8/10


A przy okazji przedświątecznego wpisu, składam Czytelnikom życzenia zdrowych, wesołych Świąt, z odrobiną wytchnienia od codziennej gonitwy, nowych doznań olfaktorycznych i smakowych przy konsumpcji świątecznych potraw i wszystkiego co najlepsze!

stuk


niedziela, 18 grudnia 2011

TACO z Ikei, czyli namiastka Meksyku nieopodal szwedzkiego bufeciku.

Ikea, fastfood i następne skojarzenie to? Oczywiście hot-dog. Za złotówkę. Jakże by inaczej. Ale od listopada rzucił mi się w oczy kiosk taki blaszany, tuż za bistro (przynajmniej w katowickiej Ikei) z dumnym napisem TACO.
Super myślę sobie, zobaczymy cóż to.
Wysupłałem 3,99 PLN i sympatyczna Pani po drugiej stronie bufetu przystąpiła do realizacji.
Podgrzała tortillę (dzięki której całość można zjeść na stojąco bez ryzyka oglądania zawartości na ubraniu), której środek następnie polała sosem serowym (tak, tak) i włożyła tam muszelkę taco, w której następnie umieściła kawałek panierowanego kurczaka (kawałek dość pokaźny, rzekłbym polędwiczka). Kurczaka przykryła sałatą, a na to położyła dwa kawałki pomidora. (Się chwali jak na obecną porę roku).
Całość polała sosem meksykańskim (lekko pikantnym, ale bez przesady).


W smaku niezłe. Na początku dominuje sos serowy z sałatą. Gdy dotrzemy do meritum, czyli kurczaka jest dobrze. Przyzwoicie się komponuje z tym czerwonym sosikiem i pomidorem.
Przy umiejętnym spożyciu można się nie popaprać, acz chusteczki są wskazane.
Generalnie nie jest źle, cena adekwatna do atrakcji. Najeść się tym nie najemy, ale nie temu celowi toto służy.
Można wszak jako zamiennik kupić cztery gołe hot dogi lub dwa wypasione, tj. z ogórkiem i cebulką, ale mam wrażenie że ostatnio jakość parówek znacznie się pogorszyła i ich gumowatość przekracza granice tolerancji wyznaczone bezkonkurencyjną ceną 1 PLN.
Na przekąskę, przysłowiowy "mały głód" w sam raz.
Całość firmowana jest IKEA FOOD, ale mam wrażenie że impreza służy wypromowaniu sosów firmy Fanex,  bowiem ich nazwa widoczna jest na plakatach reklamujących jadło, a nie jest sprzedawane razem z pozostałym foodem, czyli hot dogami i pizzą. Z drugiej strony przygotowanie taco trwa niebo dłużej niż hotdoga i gdyby chcieli to razem sprzedawać, to kolejki byłyby jeszcze dłuższe.
Promocja sosów skuteczna o tyle, że skuszony lekką pikanterią sosu czerwonego (tj. meksykańskiego) kupiłem go, ale jak to zwykle bywa się rozczarowałem. Ale to już historia na inną opowieść.
Reasumując:
Ocena 8/10
Plusy:
- ciekawy pomysł  ( w tym połączenia taco i tortilli) i alternatywa dla nieśmiertelnych hotdogów;
- wkładka mięsna z mięsa a nie miksu niewiadomego pochodzenia;

Minusy:
- w sumie mięsa mogłoby być nieco więcej, ale cena też wyznacza ograniczenia;
- mam podejrzenia odnośnie chemicznego pochodzenia sosu o smaku serowym.

sobota, 10 grudnia 2011

Tatra Grzaniec czyli jak skiepścić dobry pomysł

Ciekawostka taka rzuciła mi się w oczy: Nowość limitowana w sensie.

Myślę sobie, zima nie nadchodzi, acz chłodniej się zrobiło. Grzaniec dobra rzecz, sprawdzimy. 
Po otwarciu pachnie desperadosem, kolor złotawy. Spróbowałem na zimno i na ciepło żeby porównać.
Na zimno wygląda tak:
Jeszcze ma bąbelki.
Na zimno w smaku przede wszystkim słodycz, hmm, potem czuć kardamon, goździki, cynamon, cytrynę.
Po podgrzaniu - zapach mdławego sikacza. W smaku już nie tak słodkie a kwaśne. Zbitka smakowa trudna do zdefiniowania, smakuje jak rozcieńczone piwo bez pomysłu, polotu i finezji. Masakra jakaś.

Po podgrzaniu bąbelki się ulotniły.
Na szczęście w szafce miałem przyprawę do grzanego piwa i wina, która uratowała zawartość przed wylaniem do zlewu.

Plusy:
- ciekawostka marketingowa

Minusy:
- masakra smakowa po podgrzaniu
- nieniska cena (sugerowana cena 3,49 zł za 0,5 l)
- nieznanego pochodzenia aromaty naturalne zadeklarowane w składzie.

Ocena 1/10

Skład: słód jęczmienny, jęczmień, syrop glukozowo-fruktozowy, naturalne aromaty, kwas cytrynowy.
Sposób przygotowania: przelej grzańca do garnca, podgrzej do ok. 70C i gotowe! Nie podgrzewać puszki w mikrofalówce.
Moc 5,8%
Wg producenta "rozgrzewająca moc". Ani to moc, a i rozgrzanie wymuszone podgrzaniem, więc samo z siebie raczej ziębi niż rozgrzewa. No chyba, że komuś ciśnienie skoczy z powodu nie do końca właściwego zagospodarowania 3,49 PLN za ów produkt (cena sugerowana, w Delimie kosztuje 2,99).
Sugeruję raczej kupno jakiegokolwiek innego jasnego fulla, do tego przyprawę do grzańca, zasypać, zamieszać, podgrzać i voila.

Czy kupię ponownie? Nie i gorąco odradzam!

piątek, 9 grudnia 2011

Skąd my to znamy, czyli zapiekanka z pieczarkami [Biedronka] Producent Piekarnia BREL s.c. w Myszkowie

Z reguły unikam kupowania durnych zapychaczy, ale było to jakoś w porze drugośniadaniowej, a że na głodnego nie należy chodzić do sklepu, to tak się skończyło, że do kasy udałem się ze słusznej wielkością zapiekanką zapakowaną w folię.
Po wyjęciu prezentuje się nijako tako:
Ot. Zapiekanka jak zapiekanka. Jest kapkę za długa (39 cm) i do domu doniosłem ją w dwóch kawałkach.

Po upieczeniu w piekarniku prezentuje się bardziej smakowicie
 Jeżeli chodzi o wrażenia smakowe, to rzuca się za mało pieczarek, kapkę za słona i po zjedzeniu czuć słony posmak.
Całkiem dobra bułka, chrupiąca (jak to po zapieczeniu) a i producent to piekarnia wszak.
Ser niewiadomego rodzaju, mozarella to to nie jest. Ser się nie rozpuścił, wypuścił tylko tłuszcz.
Mieszanka przypraw to pewnie jakiś Kucharek albo Warzywko, bo na zapiekance widziałem kawałki marchewki.
Przyprawy generalnie nie są przeszkadzające, tylko kapkę za słone.Brakuje oregano, bazylii albo innych aromatycznych pasujących do pieczarek i sera. Ketchup wskazany.
Pieczarek nie ma zbyt wiele, wręcz mało, za to boczniaki (mam nadzieję, że nie "mieszanka przypraw" imitująca smak grzybów) powodują, że smakuje grzybami a nie pieczarkami.
Generalnie jest poprawnie, ale szału nie ma.
Producent nie zająknął się co do sposobu przygotowania (może można i na zimno?), ja wrzuciłem do piekarnika rozgrzanego do 180 C i zapiekałem przez 15 minut.
W piekarniku zapiekanka zgubiła 2,5 cm :) bo po wyjęciu jej długość wynosiła 36,5 cm. ciekawe.
W mikroweli pewnie też można podgrzać, ale gabaryty wymuszają pocięcie na krótsze kawałki. No i podejrzewam, że bułka zamieniła by się w gumę pieczarkowo-serową. Nie próbowałem i nie zamierzam.
Jako przekąska, na drugie śniadanie może być, nawet w wersji na dwie osoby na mniejszy głód.
Biedronka, cena 2,89zł, dostępne w regałach z pieczywem (nie w chłodniach ani mrożonkach)

Ocena 5/10
plusy:
- chrupiąca bułka;
- produkt świeży, nie mrożony;
- w miarę rozsądna cena, przystająca do możliwości "zapchania się" tymże.

minusy
- nieciekawy dobór przypraw. Podejrzewam, że producent poszedł na łatwiznę i sypnął gotowcem, tylko mógł wybrać mieszankę do np. pizzy, a nie rosołu;
- mało grzybów. Wskazany tuning o składniki własne;
- opakowanie ubogie w treści. Nieczytelny skład i brak informacji o sposobie przygotowania. Wiem, że naród nasz zna się na wszystkim, ale bliższe wskazówki byłyby przydatne. Brak informacji o wartości kalorycznej

Dla zaciekawionych:

masa 220 gram
producent Piekarnia BREL s.c. w Myszkowie
skład: mąka pszenna, sól, woda, drożdże, boczniaki, pieczarki, ser żółty, mieszanka przypraw, tłuszcz roślinny, cebula, cukier
długość 39 cm. szerokość 8-9 cm.
Wg zaleceń na opakowaniu przechowywać w temp. do 20C.
Kupiłem z dwudniowym jeszcze zapasem terminu przydatności, więc dostawy realizowane są zapewne na bieżąco. Sprawdzę.

sobota, 26 listopada 2011

Krojone pomidory z oliwą i czosnkiem 390 gram. Producent Podravka [Auchan]

Kiedyś, zupełnie przypadkiem trafiłem na zgrabne, estetyczne pudełeczko. 


Chciałem zrobić sos do pizzy i szukałem pomidorów w puszce, znalazłem w kartonie, dodatkowo z oliwą i czosnkiem, spróbowałem i się przekonałem.
Producent nieśmiertelnej Vegety wypłynął na szersze wody i wprowadził do niektórych "markietów" taki oto produkcik.
Wnętrze po otwarciu: 
Mała uwaga, opakowanie łatwo się otwiera, wzdłuż perforacji trzeba odgiąć górny tekturowy pasek i oderwać. Mała rzecz a cieszy.
Po otwarciu i przelaniu ładnie pachnie. Konsystencja jest natomiast nieco za rzadka (jak na posmarowanie ciasta do pizzy) i w tym celu pomidory trzeba podgrzać, coby odparować nadmiar wody.
pomidory przed odparowaniem

I po:
Taka porcja wystarcza mi na dwie pizze o średnicy 32 cm.
Pomidory są ciekawe w smaku, to pewnie zasługa jakichś włoskich odmian, być może pelati, tego nie wiadomo. Produkt wyprodukowany został bowiem we Włoszech w Parmie, a producent szczegółów nie zdradza.
W składzie oprócz rzeczonych pomidorów (74%) znajdziemy sok pomidorowy (19%), oliwa (2%), cukier, czosnek prażony (1%), prażona cebula, sól kuchenna, pietruszka, kwas cytrynowy. I tyle. Wystarczy bez konserwantów  i innych substancji wzmacniających smak, żeby osiągnąć zgrabną kompozycję. Jak dla mnie super. Pomidory są pokrojone (a może rozgotowane) na tyle drobno, że zasadniczo nie trzeba ich jeszcze dodatkowo poddawać obróbce, choć zdarzają się wyjątki. Zdarzają się też zwinięte kawałki skórek (od 2-5 na opakowanie) więc jak ktoś wrażliwszy, to sobie może powyławiać widelcem.
Producent na pizzę przewidział wprawdzie inny sos - z kaparami i oregano (też niezły, ale wolę te pomidory). Kwestia gustu.
Cena 3,39 zł (Auchan)
Podsumowując,
Plusy:
- praktyczne opakowanie (i do tego ekologiczne, bo po zużyciu i złożeniu zajmuje znacznie mniej miejsca, niż puszka), Do tego łatwo się otwiera - bez dodatkowych narzędzi;
- dobra kompozycja smakowa;
- duży plus za brak konserwantów.


Minusy:
- jak dla mnie zbyt rzadka konsystencja;
- cena 3,39 zł jest jeszcze do przełknięcia, ale 3,99 zł, jaką kiedyś zapłaciłem w Carefour (na głodzie byłem) jest "letko" za wysoka.
- ograniczona dostępność w sklepach, choć trudno to uznać jako wadę produktu, ale dział sprzedaży podravki mógłby nieco większą kreatywnością, bo konkursy promujące, konkursami ale nie każdy ma maila i sposobność zapoznania się z promowanymi sezonowo wyrobami pomidorowymi.


Ocena: 8,5/10

poniedziałek, 21 listopada 2011

Duvel Belgisch Specialbier

Byliście w Belgii? Nie, to polecam, jeśli tak, to wiecie o czym mówię. Zaiste, jak to się dzieje, że w kraju tym, co piwo, to odkrycie, a u nas ciężko znaleźć piwo z tożsamością, powalające na kolana, różniące się od nurtu wytyczonego przez wiodące browary. Szczęśliwie, "markiety" łaskawie dopuściły na swe półki produkty mniejszych, mniej znanych browarów, umożliwiając poszerzenie horyzontów szerszej rzeszy konsumentów. Problemu takiego nie mają w powołanej wcześniej Belgii. Piw tam zatrzęsienie, a jedno lepsze od drugiego. Wybierać jest w czym, trzeba wiedzieć tylko czego się chce. A jak się nie wie, to i poeksperymentowanie samo w sobie jest sympatyczne. Należy się tylko zaopatrzyć w otwieracz, chcąc łaknąć aromaty na łonie natury. Jednym z godnych polecenia piw, jest niejaki Duvel. Oto i on:


Duvel, po flamandzku "diabeł" moc ma iście piekielną, choć wygląd anielski. Można się zatem szybko skuć. Jest ono piwem jasnym, górnej fermentacji trójniakiem, z browaru Moortgat.
W barwie jasnozłoty. Zapach świeży i kuszący. Dopiero po przechyleniu pucharu czuć moc. Ale nie tak nachalną jaka niesie się z naszymi rodzimymi produktami piwopodobnymi w wersji vol 7% i wyżej, a odświeżającą, z delikatną goryczką. 
Duvel w "firmowym pokalu". Ładnym i wygodnym. Do tego praktycznym , bo wyprodukowanym z naprawdę grubego szkła, więc się można bez obaw stukać ;)


Piwo występuje w wersji 330 ml (taką degustuję) oraz 750 ml w butli jak po szampanie, zamykanej korkiem - wersja prezentowa, imprezowa w gustownej metalowej puszce, a nawet 1,5 l magnum butli (tego nie widziałem). 
Co do mocy, to alkoholu stwierdzono 8,5%. Niegdyś również i doświadczono, ale to było w Belgii, po podróży itd.
Co tu dużo mówić i pisać. Spożywać!
Plusy:
- ciekawy smak;
- nienachalny smak alkoholu w piwie;
- piana szybko znika i nie przeszkadza;
- dostępny w Polsce.


Minusy:
- cena (w necie znalazłem butelkę 330 ml za 10 zł). W Belgii kosztuje normalnie, czyli tyle co pozostałe.


Ocena 10/10. Perfecto.


Dla ciekawych link producenta, gdzie można również nabyć stosowne produkty.

Tasty Chipsy ziemniaczane grubo krojone producent Top Chips [Biedronka]

A więc stało się. Rzadko to robię, ale "mię naszło" i nabyłem pakę chipsów z biedronki.


Tym razem o smaku kebabu (nie kababa!) jak się zwykło było mówić. Raz, ostatnio mam fazę na kebaby, dwa to kupiłem drugą paczkę chipsów w tygodniu. Chętka tak zwana. Ale do rzeczy.
Mega paka zawiera 225 gramów netto produktu pochodzenia ziemniaczanego, co stanowi 7,5 sugerowanej porcji. Taaa..


Wygląd obiecujący jak to chipsy ze stajni Top chips w wersji grubo krojonej. (No może są ciutkę za ciemne - chopcy z barwnikiem przesadzili, albo z poddaniem obróbce termicznej). Chrupkość także nie daje pretekstu do przyczepienia się. (Dodam, że siedząc obok małżonki i chrupiąc średnio intensywnie , tj. nie jak zając marchew, zagłuszałem telewizor). Ma się ten rezonans hehe.
Ze smakiem już gorzej. Pierwsze wrażenie jest intrygujące, lekko pikantny smak, coś a la mięso, może gulasz. Potem zwycięża ciekawość i odruch Pawłowa w sięganiu po następne. Później jest już gorzej. Tłuszcz który nie przeszkadzał - dominuje, ze smaku czuć sproszkowaną cebulę, jakąś pikanterię (papryka) i sól. Ale chrupią nadal i kuszą. I jak się człek nie opamięta, to pochłonie kilka sugerowanych porcji  i sobie wyrzuca następnego dnia (przy założeniu konsumpcji wieczornej). Bo proszę Państwa wrażenia smakowe nie kończą się wraz z konsumpcją. Otóż o poranku, w ustach czuć niesmak (tak tak, nie posmak czegoś tam imitującego coś, tylko niesmak, potocznie zwany trampkiem) dodatkowo wzmocniony posmakiem czegoś drażniącego język. Myślałem że to glutamian sodu, ale producent mnie zdziwił i w składzie takowego nie stwierdziłem. Może to kwas cytrynowy. Albo ekstrakty z przypraw podchmielone kwasem cytrynowym (zaczerpnięte z listy składników). Nie wiem. Mea culpa, że popełniłem grzech nieopamiętania w jedzeniu i piciu (to drugie niezbędne z uwagi na charakterystykę produktu, a co do pierwszego to czasem tak jest, że jak się zacznie, to ciężko przestać).
Generalnie, mogłoby być lepiej. Jeśli to coś ma smak kebaba, to ja nie chcę wiedzieć z czego ten "kebab" powstał, względnie, ile razy został przetrawiony. Równie dobrze opakowanie mogłoby zapowiadać chipsy o smaku jajecznicy na kiełbasie chorizo, albo golonki na piwie.
Oj, dział produkcji smaku, czy jak się to nazywa dał ciała. I nie idźcie dalej tą drogą jak rzekł klasyk.


Plusy:
- chrupkość
- duża paka


Minusy
- za tłuste;
- za słone;
- słabe, wręcz znikome odzorowanie smaku;
- chipsy sprawiają wrażenie przypalonych;
- duży odsetek elementów połamanych  w paczce (pomimo że wybierałem "od tyłu pudełka" a po drodzie nie przysiadywałem na sprawunkach.


Ocena 4/10
Czy kupię ponownie? Dziękuję, postoję. Na pół roku mam spokój z chipsami.

czwartek, 17 listopada 2011

Ovitte płatki owsiane z truskawkami - Goody [Lidl]

Płatki owsiane. Z pewnym takim sceptycyzmem podszedłem do prezentowanego poniżej wynalazku w torebce. Może dlatego, że nie zwykłem jadać owsianki w dzieciństwie. 



Czas zmienić przyzwyczajenia i ewentualne uprzedzenia. Czas na płatki owsiane na drugie śniadanie, przekąskę, zapychacz etc.
Po otwarciu i przesypaniu zawartości do naczynia, oczom ukazuje się taki widok:

Coś jak wióry z mąką. Zalewamy proszek 150 ml gotującej się wody i po 3 minutach powstaje taka pulpa:


Niezbyt może apetycznie wygląda, ale smakuje znakomicie jak dla mnie. Podana ilość wody pozwala na uzyskanie dość gęstej konsystencji, a jak kto woli rzadziej, to wody doda i już.
Danie pożywne, dobre w smaku i zdrowe. W sam raz na przerwę śniadaniową w pracy, gdy kanapek brakło.
Dodatkowo produkt występuje w  malinowych, czekoladowych i jabłkowo-cynamonowych wariacjach smakowych.
Jak dla mnie bomba, a kto nie jadł  ten trąba!

Plusy:
- cena (0,99 zł w promocji, poza promocją 1,19 zł);
- proste w przyrządzeniu;
- smaczne i zdrowe;
- pożywne (260 kcal w porcji)

Minusy:
- średnio zachęcający wygląd po przygotowaniu do spożycia.
- mogłoby być więcej truskawek (tu występują w wersji liofilizowanej, tj. ususzone po  zamrożeniu w ilości 0,7%, co z 65 gram zawartości netto czyni 0,455 grama)

Ocena 9/10

Czy kupię ponownie? Pewnie. I to kilka na zapas, w różnych smakach. 
Lepsze to i zdrowsze, niż makaronowo-chińskie wynalazki w szeleszczących torebkach.


poniedziałek, 14 listopada 2011

Makarą Chili con carne, producent Winary, Nestle, [Lewiatan]

Zachęcony nieznaną dotąd wariacją na temat Chili con carne w produktach fastfoodowych i niską ceną kupiłem torebkę makaronu w opakowaniu a la zupka chińska. Opakowanie kusi rysunkiem Bohdana Butenki nawiązując do beztroskich wspomnień wieku dziecięcego. No, może aranżacja nieco bardziej dla starszych. 



W środku klasyka, czyli makaron i torebka z przyprawami.
Przygotowanie również nie powoduje niespodzianek - wsypać, zamieszać, zalać wrzątkiem, poczekać i gotowe.
Wrażenia:
Zapachowo - dziwnie. W pierwszym momencie super. Jak gulasz. Natomiast po opuszczeniu pokoju, gdzie owo cudo przygotowywałem i powrocie poczułem zapach podobny do vibovitu, visolwitu, albo innej "witaminowej orężadki w proszku".
Wizualnie - bez rewelacji, ot makaron w sosiku. 
Smakowo, w pierwszym momencie rzeczywiście smakuje jak gulasz, dobrze przyprawiony, chili drapie po gardle. 
Pod koniec jedzenia natomiast czułem posmak kwaśny, coś jak kwasek cytrynowy. Dziwne. Może kwasowość miała imitować pomidory. Jeśli tak to nędznie.
Ogólnie, to produkt wydawał mi się za rzadki. Ni to zupa, ni danie makaronowe (coś jak Knorr nudle). W smaku ujdzie. Jadałem gorsze.
Fotka dowodząca braku nadmiaru chemii w produkcie:
Ciekawe swoją drogą jakie przyprawy imitują smak gulaszu, a mięsa konkretnie. Suszonego mięsa bynajmniej nie stwierdzono. Za to całą kupę stabilizatorów (E452 (i), E415, E450


Ocena 5/10


Plusy
- brak glutaminianu sodu;
- nie jest przesolony;
- intrygująca nazwa. Plus dla marketingowców.


Minusy
- dziwne zapachy współtowarzyszące rozpuszczaniu "dodatków smakowych";
- nieznany powód powstania kwasowości pod koniec jedzenia.


Cena 0,99 zł.

piątek, 11 listopada 2011

Pecorino romano D.O.P. [Auchan]

Mając w perspektywie konsumpcję makaronu, będąc w Auchanie, szukałem parmezanu. Poziom cen tychże skutecznie mnie zniechęcił (zwłaszcza mając na uwadze pamiętny włoski tydzień w Biedronce (wiosna 2011 r.), kiedy to 200 gram sera Grana Padano kosztowało 8,99 zł). Ech, może se to vrati.
No więc, rozpuszczony mocno promocyjnym poziomem cen biedronkowych dałem sobie spokój z "parmezą" za dwie dychy i uwagę zwróciłem na zgrabny, obiecujący klinek, kuszący ceną 12 zł za 250 gram. Niejaki pecorino romano, czyli w wolnym tłumaczeniu owczy rzymski.


I coż my tu mamy:
Ser owczy podpuszczkowy dojrzewający.  W składzie, to co ser potrzebuje żeby być serem, a nie wyrobem seropodobnym, czyli mleko owcze, sól, podpuszczka. I tyle. 
Kolor, jak na zdjęciu, czyli bladożółty, niezbyt obiecujący. Rzekłbym nawet, że bardziej biały niż bladożółty. 
Konsystencja sera jest zwarta, ale nie jest tak twardy jak np. grana padano. Przy ścieraniu na tarce zdarzyło mi się że się ukruszył, co problemem żadnym nie jest, ale taki jego urok.
Do rzeczy jednak. W smaku przypomina mi wypadkową oscypka i parmezanu. Jak dla mnie jest trochę za słony. Choć po popróbowaniu zakopiańskich "scypków", "serków regionalnych" etc margines soli w serze mi się nieco przesunął.
Słoność tego sera można zniwelować niesoleniem makaronu i po problemie.
W wersji z sosem po starciu smakuje znakomicie. Nie tak jak grana padano, ale za tą cenę jest super.
Do wina w wersji "krojonej" też się spisał.
Ser jest produkowany we Włoszech dla ichniejszego Auchan i dystrybuowany również u nas.
Produkt oznaczony jest symbolem jakości D.O.P. (Denominazione di Origine Protetta) - Chroniona Nazwa Pochodzenia. Dojrzewał min. 8 miesięcy.


Plusy:
- cena 12 zł za 250 gram, tj. za kilogram 48 zł. Taniej nie znalazłem.
- długi termin przydatności


Zastrzeżenia:
- dostępny tylko w Auchan (za tą cenę), więc trudno uznać to za wadę produktu.
- kapkę za słony.


Czy kupiłbym ponownie? Już kupiłem. I mam nadzieję, że nie jest to produkt sezonowy, bo będę doń wracać. No chyba, że w Biedronce znowu pojawią się grana padano za 8,99 zł. 


Ocena: 8/10

sobota, 5 listopada 2011

Tutto bene Pasta-Sauce Tomate - Sahne

Podczas ostatniej wizyty w ALDI wpadły mi w ręce sosy firmy Tutto bene. Występują w wersji Napolitana, Arabiatta oraz Tomate - Sahne, czyli pomidorowo śmietanowe.
Opakowane są w foliowe woreczki, widać więc przed zakupem co jest w środku. Waga 250 gram, porcja przewidziana jest dla dwóch osób.
Na pierwszy ogień sprawdziłem sos pomidorowo - śmietanowy. Wedle przepisu na opakowaniu sos można od razu dodać do gorącego makaronu, albo podgrzać.


Wybrałem wersję z podgrzaniem w garnku. Pierwsze wrażenie - całkiem ok. Zapach nie zniechęca, konsystencja jest przyzwoicie gęsta, ale nie na tyle by trzeba dodawać wody. 
Wrażenia smakowe pozytywne. Nie czuć chemikaliami i innymi udziwniaczami. Smak lekko kwaśny, dominuje pomidorowy, ale złagodzony przez śmietanę. Producent sugeruje użycie sosu jako bazy i jest to słuszna koncepcja, ponieważ w wersji tylko z makaronem wydaje się czegoś brakować. Potrawa nie jest niedobra, ale taka mało urozmaicona. Rzecz gustu z resztą. Jako sugestię przyrządzenia na opakowaniu przewidziano boczek lub wino. Ja bym dorzucił pieczarki.
W każdym razie, po posypaniu parmezanem całość komponowała się więcej niż przyzwoicie i w mojej ocenie po te sosy będę sięgał częściej, ale celem wprowadzenia własnych modyfikacji.


Co ciekawe, sosy nie zawierają podobno sztucznych aromatów, substancji konserwujących oraz sztucznych barwników. I czuć to w smaku. Po spożyciu nie "odbija się", nie ma też objawów innych rewolucji, czy wrażenia dyskomfortu w ustach, jak to bywa czasami.
Reasumując.
Plusy:
- przyzwoity smak;
- brak konserwantów;


Minusy:
- wielkość porcji w stosunku do ceny, tj. 250 g za 3,89 zł.
U konkurencji za podobną cenę dostajemy słoik 400 ml ("Combino" z Lidla), ale na posiłek "we dwoje" wystarcza w sam raz i nie ma obawy, co zrobimy z resztkami.


i w zasadzie nie ma się o co więcej przyczepić. Dlatego ocena: 7/10