Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Sklep internetowy ram.net.pl [Internet] A można by inaczej...

Jeszcze w starym roku zapragnąłem zrobić sobie prezent i nabyć nowy odtwarzacz MP3! Super sprawa. Znalazłem interesujący mnie model i przez ceneo.pl trafiłem na sklep internetowy ram.net.pl, który miał jedne z niższych cen produktów (zaznaczam że chodzi o produkty, bo konkurencja miała np. niższe koszty dostawy).
Sklep deklaruje dostawę w ciągu jednego dnia roboczego od złożenia zamówienia, ale! w odniesieniu do towarów znajdujących się w magazynie.
W przypadku produktów, którymi sklep aktualnie nie dysponuje - "produktów na zamówienie",  zastrzegali dostawę w ciągu 1-3 dni roboczych. (aktualnie 1 dzień roboczy).
Niby piknie i da się wytrzymać. Ano zobaczymy.

A kalendarium zamówienia wyglądało następująco:
28.12. (wieczorem) wysłałem maila z pytaniem ile rzeczywiście trzeba czekać na dostawę do ichniejszego magazynu.
29.12. z rana otrzymałem odpowiedź, że 1-3 dni robocze, a dokładny termin podawany jest po złożeniu zamówienia. Pięknie myślę sobie, nawet jak dodam jeden dzień na dostawę kurierem i dodatkowo rezerwowy, to przed terminem wyjazdu (6.1.) paczkę dostanę. Taaaa.
Tak więc od razu złożyłem zamówienie, przelałem kasę i tego samego dnia przelew został zaksięgowany w sklepie, o czym zostałem poinformowany. Ustalono też termin dostawy na 3.1. 
Jest dobrze jak na razie, komunikacja ze sklepem na bieżąco, w miarę szybkie odpowiedzi i na temat, no to czekamy. Niecierpliwie, bo po pierwsze nowa zabawka, po drugie lubię dostawać paczki, a po trzecie się najarałem (na zakup).
Trzeciego stycznia paczki nie otrzymałem. Nie otrzymałem też maila z informacją o wysyłce towaru. W razie czego, zapytałem co z moim zamówieniem, bo nuż jest w drodze, a nie informują klientów że wysyłają, bo to np. "oczywista oczywistość".
No i się dowiedziałem, że czekają jeszcze na jeden (z trzech) produktów do sfinalizowania zamówienia i pewnie go dostaną 5 stycznia. Ale tego samego dnia go wyślą. Niewiele mnie to ucieszyło i pozbawiło płonnych nadziei, bo przecie szóstego dniem wolnym jest, więc najwcześniej dostałbym to po weekendzie. Chromolę, myślę sobie. Panu wysłałem smutnego maila, że jakbym wiedział, że tak długo trza czekać to bym ich nie angażował etc. (co jest oczywiste również dla sprzedającego i pewnie dlatego nie informował, coby klienta nie stracić). Pan już nie podejmował korespondencji, czego się nawet spodziewałem. A na urlopie słuchałem empetrójek z telefonu, a nie z nowego, wybranego, wyniuchanego cacuszka. Echhh.

Kiedy wysłano mój pakiecik?
 Dziesiątego stycznia o siedemnastej z minutami, o czym zrezygnowany informowany już byłem przez firmę kurierską (siódemka). Nota bene kurier zadziałał sprawnie i na bieżąco można było w internecie śledzić paczkę.
Dobra, ośmiodniowy poślizg od deklarowanego terminu dostawy może się zdarzyć każdemu, ale po tym, co przeczytałem w necie o niezrealizowanych tygodniami zamówieniach albo bezzasadnym przewlekaniu zwrotu pieniędzy w przypadku odstąpienia od umowy (nawet miesiąc) ucieszyłem się, że dostałem zamówienie już trzynastego dnia od złożenia zamówienia i zaksięgowania u nich pieniędzy.
Reasumując, sklep przyciągał klientów niskimi cenami. Przyciągał, ponieważ:
 a czytając niektóre opinie, można się skutecznie zniechęcić.

Na skąpcu nadal ma się nieźle (oferta jest prezentowana), a i pozytywnych opinii mu nie brakuje.
Powiem tak, jeśli komuś nie zależy na szybkim i terminowym zrealizowaniu zamówienia to można zaryzykować. Pytanie po co. Dla kilku, nastu złotych można sobie darować stresy z pisaniem maili i późniejszym zrażaniem innych ;) Wszak, zakupy powinny sprawiać przyjemność, a nie generować zbędne stresy.
Dodam, że nie przechodziłem procedury związanej z reklamacją towarów. I mam nadzieję, że nie będę musiał.

Dane firmy:
RAM.net Rafał Modzelewski
ul. Raciborskiego 1B
80-215 Gdańsk

Ocena: 3/10, jak dla mnie kiepsko.
Plusy:
- niskie ceny produktów (dostawa droższa niż u konkurencji - kurier 22 zł, trzeba zatem przekalkulować)
- szybka korespondencja ze sklepem, ale - mam wrażenie, że do czasu złożenia zamówienia. W razie problemów, kontakt się urywa (tu czerpię również z doświadczeń innych pechowców).

Minusy:
- obietnice co do terminu dostawy mocno przesadzone;
-nieładne praktyki związane z podwyższaniem cen produktów, których "akurat brakło" i trzeba było je sprowadzić na magazyn. A w razie rezygnacji czekaj kilka tygodni na zwrot pieniędzy.
Dla ciekawych i niedowiarków (np. opinia Ducy z 09.01.2012): 

Czy kupię tam ponownie? Nie. I to pomimo niskich cen. Ale zraziłem się po zrobieniu mnie w bambuko z obiecankami odnośnie terminu dostawy.

środa, 4 stycznia 2012

Top Chips. Smak karnawału o smaku pizzy [Biedronka]

Living la vida loca! O karnawale, zagubionych w czasie i przestrzeni, informują sklepy, próbując przy tej okazji wcisnąć co się da do koszyka. I się to czasami udaje.
Jako, że od traumatycznych doznań z chipsami o smaku kebabu już się otrząsnąłem, nabyłem kolejny wyrób spod szyldu Top chips, tym razem dostępny okazjonalnie, takie chipsy karnawałowe. Obok innych przeszedłbym pewnie obojętnie, ale chipsów o smaku pizzy jeszcze nie doświadczałem.
Opakowanie jest całkiem gustowne. Ciemnogranatowy kolor nadaje mu elegancki wygląd. Obrazek z kawałkiem pizzy zachęca do kupna niezdecydowanych bazując na podstawowych instynktach konsumentów. Brawo graficy!

Trzeba przyznać, że chipsy są cienkie, świeże, chrupiące i wciągające. Szybko rozpływają się w ustach i trzeba uważać, żeby nie przesadzić z ilością! Wypieczone w sam raz. W smaku dominuje oregano i śmietana (ma chyba imitować mozarellę), słabiej pomidory. Całość komponuje się całkiem przyzwoicie, rzekłbym jest dobrze. Można powiedzieć, że przekaz opakowania koreluje z tym co znajdziemy w środku.
widok ogólny na talerzyku

dwie ciemne zniechęcające plamy jak na jeden cienki plasterek ziemniaka to za dużo

Jak na pierwsze wrażenie to jestem pozytywnie ustosunkowany, do tego stopnia, że nabyłbym je również i za kolejnym razem. O ile jeszcze będą dostępne.
Masa netto 140 gram
Cena 1,79 PLN (czyli kilogram wychodzi niecałe 13 złotych)
Plusy
- ciekawy smak;
- "chrupkość";
- przystępna cena;

Minusy:
- zdarzają się (częściej niż zazwyczaj) chipsy z przyciemnionymi brzegami (bo ziemniakom było za zimno). Może trafiła się taka paka, ale za dużo tego jak na jeden raz.

Ocena 8/10

wtorek, 3 stycznia 2012

Orzechy nerkowca z Tesco, prażone, solone. Producent nieznany.

Uwielbiam zagryzać. Kiedyś były to namiętnie pistacje, najlepiej kupowane w Aldi, jeszcze za DEM (Deutschmarki) kosztowały 1,39 za 200 gram, a smakowały wyśmienicie. Podczas gdy w Polsce ich cena była wówczas średnio dwukrotnie wyższa a i z dostępnością bywało różnie.
Deutschmarki się skończyły weszło euro, w Polsce za to różnej maści "markiety", jak mawiają moi uczeni koledzy (niektórzy), a w tychże Lidlach, Biedrunkach i innych są różne smakowite, wciągające ciekawostki.
Po epizodzie pistacjowym, kiedy to przegiąłem i mi przeszło, popróbowałem prażonych migdałów (z Tesco), a ponieważ obok znajdowały się, wówczas fioletowawe, paczuszki z nerkowcami kiedyś spróbowałem i przepadłem.
W tym miejscu nadmienić należy o nerkowcach z Biedronki firmy Akardo. Od ok. miesiąca się zbieram żeby to napisać:NIE IDŹCIE TĄ DROGĄ. Mianowicie przez ok. 3 lata niemal codziennie konsumowałem owe orzechy. Miały bezkonkurencyjną cenę (7,99 PLN za 200 gram) i smakowały dobrze. Natomiast ostatnia partia była tragiczna. Zalatująca ziemią, przypalona, nijaka taka paskudna. Z rozpędu kupiłem wówczas kilka paczek "na zaś" i srodze się zawiodłem co to za badziewie. Spróbowałem jeszcze raz i dałem sobie spokój, więcej nie próbując, bo miałem problemy z dokończeniem paczki. A rzadko się to zdarzało dotychczas. W chwili obecnej, od ok. 10 dni w okolicznych "Biedrach" nie ma już nerkowców i czekam ciekawy czym zaskoczy mnie kolejna dostawa. A w oczekiwaniach niecierpliwy będąc, wróciłem do źródeł i kupiłem w końcu stosowne orzeszki w Tesco. I tyle tytułem przydługawego wstępu - wprowadzenia - wyrazu rozżalenia.

W Tesco za 10,99 PLN można stać się właścicielem takowego zgrabnego pakieciku:
Po otwarciu (i usunięciu nadmiaru soli - za pomocą sitka i kilkukrotnym nim potrząśnięciu) ukazuje się następujący widok:

Ta kupka po lewej to uzysk soli z opakowania.
Cóż można rzec, jest dobrze. Orzechy są duże, w całości. Ilość połamanych, czy małych kawałków jest znikoma. Są przyprażone w sam raz jak dla mnie. Tradycyjnie, za słone, ale ja sobie z tym radzę w opisany wyżej sposób. Są chrupiące, choć jak na moment zaraz po otwarciu opakowania, to wydają się być nieco wilgotne (jak jednodniowe w Biedronki).
Pewnie to wszystko zależy od stopnia wyprażenia i zawartości wody w orzechu, ale ciekawe jak by smakowały następnego dnia, to znaczy na ile gorzej. 
W każdym razie są na tyle wciągające, że trzeba sobie wydzielić porcję (ale to brzmi), żeby nie zjeść za dużo. A o to naprawdę nietrudno.
Mnie najbardziej podchodzą z winem (czerwonym wytrawnym - innego raczej nie pijam), do koniaku też się nadadzą;).
Są niestety dosyć kaloryczne: 620 kcal na 100 gram. Aj. Ale za to preferuję zestaw z winem aniżeli piwo i chipsy.

Ocena 8/10
Dostępne w Tesco. Cena 10,99 PLN

Plusy:
- nie są aż tak słone jak te biedronkowe;
- smaczne po prostu.

Minusy:
- cena mogłaby być niższa (konkurencja potrafi - patrz Biedronka)

Słowem, godny polecenia produkt.

wtorek, 27 grudnia 2011

Sos Afrykański z orzeszkami, sezamem i kolendrą, producent Łowicz, [Biedronka]

Od czasu do czasu Biedronka zaskakuje różnymi urozmaiceniami, a do jednych z nich należy afrykańska edycja sosów Łowicz. Pierwszy o smaku pomarańczowo cytrusowym, jeśli dobrze pamiętam, drugi, dziś opisywany z orzeszkami, sezamem i kolendrą.
Słoiczek jest gustownie ubrany w cętkowaną etykietę i takąż zakrętkę.
 Podczas podgrzewania, już z mięsem (indyczym)


Po otwarciu raczej zniechęca zapachem. Jest jakiś ciężki, sezamowy.
Na szczęście w smaku, a to nas interesuje najbardziej okazuje się być bardziej zachęcający. Dominują oczywiście warzywa (również widoczne "na żywo" - i co istotniejsze - raczej twarde a nie rozgotowane). Czasem można trafić na orzeszka ziemnego, ale o dziwo w smaku nie są aż tak zauważalne (za to później przy odbijaniu je czuć  (sorry). Dominuje lekko pikanty smak na języku i to on urozmaica wrażenia kubkom smakowym. Inaczej byłoby nudno i mdło.

Porcja przewidziana jest dla czterech osób, ale nie radzę ryzykować, no chyba że jesteśmy po kilku przystawkach i planujemy kaloryczny deser. Sos jest przeznaczony do ryżu i jest to słuszna koncepcja; ja zjadłem wprawdzie do smażonych ziemniaków i też dało radę, ale bardziej pasowałby ryż.

Według producenta do porcji przewidziane jest 400 gram schabu, kurczaka lub indyka. Ja jadłem wprawdzie z tym ostatnim (bo akurat to miałem) i nawet się skomponowało. Nijakie mięso indycze potrzebowało pikantnego wspomagacza i całość skomponowała się całkiem przyzwoicie. Choć podejrzewam, że z kurczakiem smakowałoby lepiej.
porcja 520 gram
cena 5,99 PLN (jeśli dobrze pamiętam)
produkt dostępny okresowo
Ocena 6/10
Plusy
- ciekawe urozmaicenie smakowe;
- całe kawałki warzyw (marchewki i papryki) i chrupiące (co akurat nie każdemu może odpowiadać).

Minusy;
- słabo wkomponowany smak orzechów;
- wzmacniacz smaku (glutek sodu) Po co, się pytam (chociaż. podobno są go śladowe ilości). Inni potrafią bez i dają radę;
- orzeszki ziemne wyglądają jak rozgotowane zielone oliwki.

Czy kupię ponownie. Raczej nie, no chyba że za 4 PLN. Z obu afrykańskich sosów bardziej podchodził mi ten pomarańczowy. Może dlatego, że był bardziej wyrazisty w smaku, choć cytrusowy. Co kto lubi.

sobota, 24 grudnia 2011

Folia dekoracyjna samoprzylepna [Aldi]

Dziś pierwszy raz nie o jedzeniu a o prezentach. Wszak Gwiazdka nadchodzi! (wyczytałem, że już o 15.20 na południowo-zachodniej części nieba można dostrzec Wenus, czyli wprawdzie nie gwiazdkę a planetę, ale co tam).
Pomocna przy pakowaniu  prezentów, lub ich ozdabianiu, okazać się może oferowana w Aldi (choć pewnie i w innych sklepach również) dekoracyjna folia samoprzylepna.
tutaj zdjęcie ze strony sklepu
Występuje w dwóch wersjach: metalizowana (rozmiar 150x45cm) oraz dekoracyjna (200x45 cm).
Ja nabyłem ozdobną w gwiazdki mniejsze i większe
 Gwiazdki są hologramowe, ładnie mieniące się w świetle.

Na odwrocie (papierze ochronnym) nadrukowana jest praktyczna kratka, która ułatwia przycinanie.



Poniżej przykład wykorzystania folii, jako imitacji wstążki oraz naklejki z miejscem na adresata prezentu, czyli wigilijna prapremiera prezentu gwiazdkowego. 




Dodatkowo folię można wykorzystać do dekorowania, sztukowania, etc. ale nie wpadłem jeszcze na genialny w skutkach pomysł naklejenia jej na blaty i regały.
Reasumując, praktyczny dodatek, a niemałe rozmiary folii w rolce pozwalają na późniejsze jej wykorzystanie (no chyba, że przeznaczymy ją na pakowanie prezentów).
Cena 4,99 PLN

Plusy
- korzystna cena;
- dość duży arkusz;
- estetycznie wykonane hologramy;
- praktyczna kratka na odwrocie ułatwiająca manewrowanie nożyczkami.

Minusy
- ponieważ folia jest dość cienka, trzeba uważać przy jej naklejaniu, zwłaszcza dużych powierzchni, aby się nie pomarszczyła, albo nie "złapała" baniek powietrza.

Ocena 8/10


A przy okazji przedświątecznego wpisu, składam Czytelnikom życzenia zdrowych, wesołych Świąt, z odrobiną wytchnienia od codziennej gonitwy, nowych doznań olfaktorycznych i smakowych przy konsumpcji świątecznych potraw i wszystkiego co najlepsze!

stuk


niedziela, 18 grudnia 2011

TACO z Ikei, czyli namiastka Meksyku nieopodal szwedzkiego bufeciku.

Ikea, fastfood i następne skojarzenie to? Oczywiście hot-dog. Za złotówkę. Jakże by inaczej. Ale od listopada rzucił mi się w oczy kiosk taki blaszany, tuż za bistro (przynajmniej w katowickiej Ikei) z dumnym napisem TACO.
Super myślę sobie, zobaczymy cóż to.
Wysupłałem 3,99 PLN i sympatyczna Pani po drugiej stronie bufetu przystąpiła do realizacji.
Podgrzała tortillę (dzięki której całość można zjeść na stojąco bez ryzyka oglądania zawartości na ubraniu), której środek następnie polała sosem serowym (tak, tak) i włożyła tam muszelkę taco, w której następnie umieściła kawałek panierowanego kurczaka (kawałek dość pokaźny, rzekłbym polędwiczka). Kurczaka przykryła sałatą, a na to położyła dwa kawałki pomidora. (Się chwali jak na obecną porę roku).
Całość polała sosem meksykańskim (lekko pikantnym, ale bez przesady).


W smaku niezłe. Na początku dominuje sos serowy z sałatą. Gdy dotrzemy do meritum, czyli kurczaka jest dobrze. Przyzwoicie się komponuje z tym czerwonym sosikiem i pomidorem.
Przy umiejętnym spożyciu można się nie popaprać, acz chusteczki są wskazane.
Generalnie nie jest źle, cena adekwatna do atrakcji. Najeść się tym nie najemy, ale nie temu celowi toto służy.
Można wszak jako zamiennik kupić cztery gołe hot dogi lub dwa wypasione, tj. z ogórkiem i cebulką, ale mam wrażenie że ostatnio jakość parówek znacznie się pogorszyła i ich gumowatość przekracza granice tolerancji wyznaczone bezkonkurencyjną ceną 1 PLN.
Na przekąskę, przysłowiowy "mały głód" w sam raz.
Całość firmowana jest IKEA FOOD, ale mam wrażenie że impreza służy wypromowaniu sosów firmy Fanex,  bowiem ich nazwa widoczna jest na plakatach reklamujących jadło, a nie jest sprzedawane razem z pozostałym foodem, czyli hot dogami i pizzą. Z drugiej strony przygotowanie taco trwa niebo dłużej niż hotdoga i gdyby chcieli to razem sprzedawać, to kolejki byłyby jeszcze dłuższe.
Promocja sosów skuteczna o tyle, że skuszony lekką pikanterią sosu czerwonego (tj. meksykańskiego) kupiłem go, ale jak to zwykle bywa się rozczarowałem. Ale to już historia na inną opowieść.
Reasumując:
Ocena 8/10
Plusy:
- ciekawy pomysł  ( w tym połączenia taco i tortilli) i alternatywa dla nieśmiertelnych hotdogów;
- wkładka mięsna z mięsa a nie miksu niewiadomego pochodzenia;

Minusy:
- w sumie mięsa mogłoby być nieco więcej, ale cena też wyznacza ograniczenia;
- mam podejrzenia odnośnie chemicznego pochodzenia sosu o smaku serowym.

sobota, 10 grudnia 2011

Tatra Grzaniec czyli jak skiepścić dobry pomysł

Ciekawostka taka rzuciła mi się w oczy: Nowość limitowana w sensie.

Myślę sobie, zima nie nadchodzi, acz chłodniej się zrobiło. Grzaniec dobra rzecz, sprawdzimy. 
Po otwarciu pachnie desperadosem, kolor złotawy. Spróbowałem na zimno i na ciepło żeby porównać.
Na zimno wygląda tak:
Jeszcze ma bąbelki.
Na zimno w smaku przede wszystkim słodycz, hmm, potem czuć kardamon, goździki, cynamon, cytrynę.
Po podgrzaniu - zapach mdławego sikacza. W smaku już nie tak słodkie a kwaśne. Zbitka smakowa trudna do zdefiniowania, smakuje jak rozcieńczone piwo bez pomysłu, polotu i finezji. Masakra jakaś.

Po podgrzaniu bąbelki się ulotniły.
Na szczęście w szafce miałem przyprawę do grzanego piwa i wina, która uratowała zawartość przed wylaniem do zlewu.

Plusy:
- ciekawostka marketingowa

Minusy:
- masakra smakowa po podgrzaniu
- nieniska cena (sugerowana cena 3,49 zł za 0,5 l)
- nieznanego pochodzenia aromaty naturalne zadeklarowane w składzie.

Ocena 1/10

Skład: słód jęczmienny, jęczmień, syrop glukozowo-fruktozowy, naturalne aromaty, kwas cytrynowy.
Sposób przygotowania: przelej grzańca do garnca, podgrzej do ok. 70C i gotowe! Nie podgrzewać puszki w mikrofalówce.
Moc 5,8%
Wg producenta "rozgrzewająca moc". Ani to moc, a i rozgrzanie wymuszone podgrzaniem, więc samo z siebie raczej ziębi niż rozgrzewa. No chyba, że komuś ciśnienie skoczy z powodu nie do końca właściwego zagospodarowania 3,49 PLN za ów produkt (cena sugerowana, w Delimie kosztuje 2,99).
Sugeruję raczej kupno jakiegokolwiek innego jasnego fulla, do tego przyprawę do grzańca, zasypać, zamieszać, podgrzać i voila.

Czy kupię ponownie? Nie i gorąco odradzam!

piątek, 9 grudnia 2011

Skąd my to znamy, czyli zapiekanka z pieczarkami [Biedronka] Producent Piekarnia BREL s.c. w Myszkowie

Z reguły unikam kupowania durnych zapychaczy, ale było to jakoś w porze drugośniadaniowej, a że na głodnego nie należy chodzić do sklepu, to tak się skończyło, że do kasy udałem się ze słusznej wielkością zapiekanką zapakowaną w folię.
Po wyjęciu prezentuje się nijako tako:
Ot. Zapiekanka jak zapiekanka. Jest kapkę za długa (39 cm) i do domu doniosłem ją w dwóch kawałkach.

Po upieczeniu w piekarniku prezentuje się bardziej smakowicie
 Jeżeli chodzi o wrażenia smakowe, to rzuca się za mało pieczarek, kapkę za słona i po zjedzeniu czuć słony posmak.
Całkiem dobra bułka, chrupiąca (jak to po zapieczeniu) a i producent to piekarnia wszak.
Ser niewiadomego rodzaju, mozarella to to nie jest. Ser się nie rozpuścił, wypuścił tylko tłuszcz.
Mieszanka przypraw to pewnie jakiś Kucharek albo Warzywko, bo na zapiekance widziałem kawałki marchewki.
Przyprawy generalnie nie są przeszkadzające, tylko kapkę za słone.Brakuje oregano, bazylii albo innych aromatycznych pasujących do pieczarek i sera. Ketchup wskazany.
Pieczarek nie ma zbyt wiele, wręcz mało, za to boczniaki (mam nadzieję, że nie "mieszanka przypraw" imitująca smak grzybów) powodują, że smakuje grzybami a nie pieczarkami.
Generalnie jest poprawnie, ale szału nie ma.
Producent nie zająknął się co do sposobu przygotowania (może można i na zimno?), ja wrzuciłem do piekarnika rozgrzanego do 180 C i zapiekałem przez 15 minut.
W piekarniku zapiekanka zgubiła 2,5 cm :) bo po wyjęciu jej długość wynosiła 36,5 cm. ciekawe.
W mikroweli pewnie też można podgrzać, ale gabaryty wymuszają pocięcie na krótsze kawałki. No i podejrzewam, że bułka zamieniła by się w gumę pieczarkowo-serową. Nie próbowałem i nie zamierzam.
Jako przekąska, na drugie śniadanie może być, nawet w wersji na dwie osoby na mniejszy głód.
Biedronka, cena 2,89zł, dostępne w regałach z pieczywem (nie w chłodniach ani mrożonkach)

Ocena 5/10
plusy:
- chrupiąca bułka;
- produkt świeży, nie mrożony;
- w miarę rozsądna cena, przystająca do możliwości "zapchania się" tymże.

minusy
- nieciekawy dobór przypraw. Podejrzewam, że producent poszedł na łatwiznę i sypnął gotowcem, tylko mógł wybrać mieszankę do np. pizzy, a nie rosołu;
- mało grzybów. Wskazany tuning o składniki własne;
- opakowanie ubogie w treści. Nieczytelny skład i brak informacji o sposobie przygotowania. Wiem, że naród nasz zna się na wszystkim, ale bliższe wskazówki byłyby przydatne. Brak informacji o wartości kalorycznej

Dla zaciekawionych:

masa 220 gram
producent Piekarnia BREL s.c. w Myszkowie
skład: mąka pszenna, sól, woda, drożdże, boczniaki, pieczarki, ser żółty, mieszanka przypraw, tłuszcz roślinny, cebula, cukier
długość 39 cm. szerokość 8-9 cm.
Wg zaleceń na opakowaniu przechowywać w temp. do 20C.
Kupiłem z dwudniowym jeszcze zapasem terminu przydatności, więc dostawy realizowane są zapewne na bieżąco. Sprawdzę.

sobota, 26 listopada 2011

Krojone pomidory z oliwą i czosnkiem 390 gram. Producent Podravka [Auchan]

Kiedyś, zupełnie przypadkiem trafiłem na zgrabne, estetyczne pudełeczko. 


Chciałem zrobić sos do pizzy i szukałem pomidorów w puszce, znalazłem w kartonie, dodatkowo z oliwą i czosnkiem, spróbowałem i się przekonałem.
Producent nieśmiertelnej Vegety wypłynął na szersze wody i wprowadził do niektórych "markietów" taki oto produkcik.
Wnętrze po otwarciu: 
Mała uwaga, opakowanie łatwo się otwiera, wzdłuż perforacji trzeba odgiąć górny tekturowy pasek i oderwać. Mała rzecz a cieszy.
Po otwarciu i przelaniu ładnie pachnie. Konsystencja jest natomiast nieco za rzadka (jak na posmarowanie ciasta do pizzy) i w tym celu pomidory trzeba podgrzać, coby odparować nadmiar wody.
pomidory przed odparowaniem

I po:
Taka porcja wystarcza mi na dwie pizze o średnicy 32 cm.
Pomidory są ciekawe w smaku, to pewnie zasługa jakichś włoskich odmian, być może pelati, tego nie wiadomo. Produkt wyprodukowany został bowiem we Włoszech w Parmie, a producent szczegółów nie zdradza.
W składzie oprócz rzeczonych pomidorów (74%) znajdziemy sok pomidorowy (19%), oliwa (2%), cukier, czosnek prażony (1%), prażona cebula, sól kuchenna, pietruszka, kwas cytrynowy. I tyle. Wystarczy bez konserwantów  i innych substancji wzmacniających smak, żeby osiągnąć zgrabną kompozycję. Jak dla mnie super. Pomidory są pokrojone (a może rozgotowane) na tyle drobno, że zasadniczo nie trzeba ich jeszcze dodatkowo poddawać obróbce, choć zdarzają się wyjątki. Zdarzają się też zwinięte kawałki skórek (od 2-5 na opakowanie) więc jak ktoś wrażliwszy, to sobie może powyławiać widelcem.
Producent na pizzę przewidział wprawdzie inny sos - z kaparami i oregano (też niezły, ale wolę te pomidory). Kwestia gustu.
Cena 3,39 zł (Auchan)
Podsumowując,
Plusy:
- praktyczne opakowanie (i do tego ekologiczne, bo po zużyciu i złożeniu zajmuje znacznie mniej miejsca, niż puszka), Do tego łatwo się otwiera - bez dodatkowych narzędzi;
- dobra kompozycja smakowa;
- duży plus za brak konserwantów.


Minusy:
- jak dla mnie zbyt rzadka konsystencja;
- cena 3,39 zł jest jeszcze do przełknięcia, ale 3,99 zł, jaką kiedyś zapłaciłem w Carefour (na głodzie byłem) jest "letko" za wysoka.
- ograniczona dostępność w sklepach, choć trudno to uznać jako wadę produktu, ale dział sprzedaży podravki mógłby nieco większą kreatywnością, bo konkursy promujące, konkursami ale nie każdy ma maila i sposobność zapoznania się z promowanymi sezonowo wyrobami pomidorowymi.


Ocena: 8,5/10

poniedziałek, 21 listopada 2011

Duvel Belgisch Specialbier

Byliście w Belgii? Nie, to polecam, jeśli tak, to wiecie o czym mówię. Zaiste, jak to się dzieje, że w kraju tym, co piwo, to odkrycie, a u nas ciężko znaleźć piwo z tożsamością, powalające na kolana, różniące się od nurtu wytyczonego przez wiodące browary. Szczęśliwie, "markiety" łaskawie dopuściły na swe półki produkty mniejszych, mniej znanych browarów, umożliwiając poszerzenie horyzontów szerszej rzeszy konsumentów. Problemu takiego nie mają w powołanej wcześniej Belgii. Piw tam zatrzęsienie, a jedno lepsze od drugiego. Wybierać jest w czym, trzeba wiedzieć tylko czego się chce. A jak się nie wie, to i poeksperymentowanie samo w sobie jest sympatyczne. Należy się tylko zaopatrzyć w otwieracz, chcąc łaknąć aromaty na łonie natury. Jednym z godnych polecenia piw, jest niejaki Duvel. Oto i on:


Duvel, po flamandzku "diabeł" moc ma iście piekielną, choć wygląd anielski. Można się zatem szybko skuć. Jest ono piwem jasnym, górnej fermentacji trójniakiem, z browaru Moortgat.
W barwie jasnozłoty. Zapach świeży i kuszący. Dopiero po przechyleniu pucharu czuć moc. Ale nie tak nachalną jaka niesie się z naszymi rodzimymi produktami piwopodobnymi w wersji vol 7% i wyżej, a odświeżającą, z delikatną goryczką. 
Duvel w "firmowym pokalu". Ładnym i wygodnym. Do tego praktycznym , bo wyprodukowanym z naprawdę grubego szkła, więc się można bez obaw stukać ;)


Piwo występuje w wersji 330 ml (taką degustuję) oraz 750 ml w butli jak po szampanie, zamykanej korkiem - wersja prezentowa, imprezowa w gustownej metalowej puszce, a nawet 1,5 l magnum butli (tego nie widziałem). 
Co do mocy, to alkoholu stwierdzono 8,5%. Niegdyś również i doświadczono, ale to było w Belgii, po podróży itd.
Co tu dużo mówić i pisać. Spożywać!
Plusy:
- ciekawy smak;
- nienachalny smak alkoholu w piwie;
- piana szybko znika i nie przeszkadza;
- dostępny w Polsce.


Minusy:
- cena (w necie znalazłem butelkę 330 ml za 10 zł). W Belgii kosztuje normalnie, czyli tyle co pozostałe.


Ocena 10/10. Perfecto.


Dla ciekawych link producenta, gdzie można również nabyć stosowne produkty.