Szukaj na tym blogu

wtorek, 24 stycznia 2012

Camebert mrożony panierowany [Aldi]

Był czas kiedy szerokim łukiem omijałem sery pleśniowe, żurawina też mnie jakoś nie pociągała. Ale człowiek - nie krowa - poglądy zmieni, z jednego wyrośnie, drugiego się nauczy, trzecie doceni. I tak to oto, Żoncia moja niegdyś nauczyła mnie zajadać różne serowe specjały i z czasem przekonałem się do camemberta na gorąco (w fastfoodzie funkcjonowałby pewnie jako hot-cam ;).
Snując się bez przekonania pomiędzy aldikowymi lodówkami w oczy me rzuciło się zgrabne kwadratowe pudełeczko. A że byłem pod wpływem camembertów serwowanych w Ikei (kiedyś opiszę, bo rzecz grzechu warta) zaryzykowałem i kupiłem czteropak serów w panierce. Kosztuje toto 7,99 PLN za cztery sztuki (o średnicy ok. 8 cm).

Fotka poglądowa dla zainteresowanych:


poniedziałek, 16 stycznia 2012

Sklep internetowy ram.net.pl [Internet] A można by inaczej...

Jeszcze w starym roku zapragnąłem zrobić sobie prezent i nabyć nowy odtwarzacz MP3! Super sprawa. Znalazłem interesujący mnie model i przez ceneo.pl trafiłem na sklep internetowy ram.net.pl, który miał jedne z niższych cen produktów (zaznaczam że chodzi o produkty, bo konkurencja miała np. niższe koszty dostawy).
Sklep deklaruje dostawę w ciągu jednego dnia roboczego od złożenia zamówienia, ale! w odniesieniu do towarów znajdujących się w magazynie.
W przypadku produktów, którymi sklep aktualnie nie dysponuje - "produktów na zamówienie",  zastrzegali dostawę w ciągu 1-3 dni roboczych. (aktualnie 1 dzień roboczy).
Niby piknie i da się wytrzymać. Ano zobaczymy.

A kalendarium zamówienia wyglądało następująco:
28.12. (wieczorem) wysłałem maila z pytaniem ile rzeczywiście trzeba czekać na dostawę do ichniejszego magazynu.
29.12. z rana otrzymałem odpowiedź, że 1-3 dni robocze, a dokładny termin podawany jest po złożeniu zamówienia. Pięknie myślę sobie, nawet jak dodam jeden dzień na dostawę kurierem i dodatkowo rezerwowy, to przed terminem wyjazdu (6.1.) paczkę dostanę. Taaaa.
Tak więc od razu złożyłem zamówienie, przelałem kasę i tego samego dnia przelew został zaksięgowany w sklepie, o czym zostałem poinformowany. Ustalono też termin dostawy na 3.1. 
Jest dobrze jak na razie, komunikacja ze sklepem na bieżąco, w miarę szybkie odpowiedzi i na temat, no to czekamy. Niecierpliwie, bo po pierwsze nowa zabawka, po drugie lubię dostawać paczki, a po trzecie się najarałem (na zakup).
Trzeciego stycznia paczki nie otrzymałem. Nie otrzymałem też maila z informacją o wysyłce towaru. W razie czego, zapytałem co z moim zamówieniem, bo nuż jest w drodze, a nie informują klientów że wysyłają, bo to np. "oczywista oczywistość".
No i się dowiedziałem, że czekają jeszcze na jeden (z trzech) produktów do sfinalizowania zamówienia i pewnie go dostaną 5 stycznia. Ale tego samego dnia go wyślą. Niewiele mnie to ucieszyło i pozbawiło płonnych nadziei, bo przecie szóstego dniem wolnym jest, więc najwcześniej dostałbym to po weekendzie. Chromolę, myślę sobie. Panu wysłałem smutnego maila, że jakbym wiedział, że tak długo trza czekać to bym ich nie angażował etc. (co jest oczywiste również dla sprzedającego i pewnie dlatego nie informował, coby klienta nie stracić). Pan już nie podejmował korespondencji, czego się nawet spodziewałem. A na urlopie słuchałem empetrójek z telefonu, a nie z nowego, wybranego, wyniuchanego cacuszka. Echhh.

Kiedy wysłano mój pakiecik?
 Dziesiątego stycznia o siedemnastej z minutami, o czym zrezygnowany informowany już byłem przez firmę kurierską (siódemka). Nota bene kurier zadziałał sprawnie i na bieżąco można było w internecie śledzić paczkę.
Dobra, ośmiodniowy poślizg od deklarowanego terminu dostawy może się zdarzyć każdemu, ale po tym, co przeczytałem w necie o niezrealizowanych tygodniami zamówieniach albo bezzasadnym przewlekaniu zwrotu pieniędzy w przypadku odstąpienia od umowy (nawet miesiąc) ucieszyłem się, że dostałem zamówienie już trzynastego dnia od złożenia zamówienia i zaksięgowania u nich pieniędzy.
Reasumując, sklep przyciągał klientów niskimi cenami. Przyciągał, ponieważ:
 a czytając niektóre opinie, można się skutecznie zniechęcić.

Na skąpcu nadal ma się nieźle (oferta jest prezentowana), a i pozytywnych opinii mu nie brakuje.
Powiem tak, jeśli komuś nie zależy na szybkim i terminowym zrealizowaniu zamówienia to można zaryzykować. Pytanie po co. Dla kilku, nastu złotych można sobie darować stresy z pisaniem maili i późniejszym zrażaniem innych ;) Wszak, zakupy powinny sprawiać przyjemność, a nie generować zbędne stresy.
Dodam, że nie przechodziłem procedury związanej z reklamacją towarów. I mam nadzieję, że nie będę musiał.

Dane firmy:
RAM.net Rafał Modzelewski
ul. Raciborskiego 1B
80-215 Gdańsk

Ocena: 3/10, jak dla mnie kiepsko.
Plusy:
- niskie ceny produktów (dostawa droższa niż u konkurencji - kurier 22 zł, trzeba zatem przekalkulować)
- szybka korespondencja ze sklepem, ale - mam wrażenie, że do czasu złożenia zamówienia. W razie problemów, kontakt się urywa (tu czerpię również z doświadczeń innych pechowców).

Minusy:
- obietnice co do terminu dostawy mocno przesadzone;
-nieładne praktyki związane z podwyższaniem cen produktów, których "akurat brakło" i trzeba było je sprowadzić na magazyn. A w razie rezygnacji czekaj kilka tygodni na zwrot pieniędzy.
Dla ciekawych i niedowiarków (np. opinia Ducy z 09.01.2012): 

Czy kupię tam ponownie? Nie. I to pomimo niskich cen. Ale zraziłem się po zrobieniu mnie w bambuko z obiecankami odnośnie terminu dostawy.

środa, 4 stycznia 2012

Top Chips. Smak karnawału o smaku pizzy [Biedronka]

Living la vida loca! O karnawale, zagubionych w czasie i przestrzeni, informują sklepy, próbując przy tej okazji wcisnąć co się da do koszyka. I się to czasami udaje.
Jako, że od traumatycznych doznań z chipsami o smaku kebabu już się otrząsnąłem, nabyłem kolejny wyrób spod szyldu Top chips, tym razem dostępny okazjonalnie, takie chipsy karnawałowe. Obok innych przeszedłbym pewnie obojętnie, ale chipsów o smaku pizzy jeszcze nie doświadczałem.
Opakowanie jest całkiem gustowne. Ciemnogranatowy kolor nadaje mu elegancki wygląd. Obrazek z kawałkiem pizzy zachęca do kupna niezdecydowanych bazując na podstawowych instynktach konsumentów. Brawo graficy!

Trzeba przyznać, że chipsy są cienkie, świeże, chrupiące i wciągające. Szybko rozpływają się w ustach i trzeba uważać, żeby nie przesadzić z ilością! Wypieczone w sam raz. W smaku dominuje oregano i śmietana (ma chyba imitować mozarellę), słabiej pomidory. Całość komponuje się całkiem przyzwoicie, rzekłbym jest dobrze. Można powiedzieć, że przekaz opakowania koreluje z tym co znajdziemy w środku.
widok ogólny na talerzyku

dwie ciemne zniechęcające plamy jak na jeden cienki plasterek ziemniaka to za dużo

Jak na pierwsze wrażenie to jestem pozytywnie ustosunkowany, do tego stopnia, że nabyłbym je również i za kolejnym razem. O ile jeszcze będą dostępne.
Masa netto 140 gram
Cena 1,79 PLN (czyli kilogram wychodzi niecałe 13 złotych)
Plusy
- ciekawy smak;
- "chrupkość";
- przystępna cena;

Minusy:
- zdarzają się (częściej niż zazwyczaj) chipsy z przyciemnionymi brzegami (bo ziemniakom było za zimno). Może trafiła się taka paka, ale za dużo tego jak na jeden raz.

Ocena 8/10

wtorek, 3 stycznia 2012

Orzechy nerkowca z Tesco, prażone, solone. Producent nieznany.

Uwielbiam zagryzać. Kiedyś były to namiętnie pistacje, najlepiej kupowane w Aldi, jeszcze za DEM (Deutschmarki) kosztowały 1,39 za 200 gram, a smakowały wyśmienicie. Podczas gdy w Polsce ich cena była wówczas średnio dwukrotnie wyższa a i z dostępnością bywało różnie.
Deutschmarki się skończyły weszło euro, w Polsce za to różnej maści "markiety", jak mawiają moi uczeni koledzy (niektórzy), a w tychże Lidlach, Biedrunkach i innych są różne smakowite, wciągające ciekawostki.
Po epizodzie pistacjowym, kiedy to przegiąłem i mi przeszło, popróbowałem prażonych migdałów (z Tesco), a ponieważ obok znajdowały się, wówczas fioletowawe, paczuszki z nerkowcami kiedyś spróbowałem i przepadłem.
W tym miejscu nadmienić należy o nerkowcach z Biedronki firmy Akardo. Od ok. miesiąca się zbieram żeby to napisać:NIE IDŹCIE TĄ DROGĄ. Mianowicie przez ok. 3 lata niemal codziennie konsumowałem owe orzechy. Miały bezkonkurencyjną cenę (7,99 PLN za 200 gram) i smakowały dobrze. Natomiast ostatnia partia była tragiczna. Zalatująca ziemią, przypalona, nijaka taka paskudna. Z rozpędu kupiłem wówczas kilka paczek "na zaś" i srodze się zawiodłem co to za badziewie. Spróbowałem jeszcze raz i dałem sobie spokój, więcej nie próbując, bo miałem problemy z dokończeniem paczki. A rzadko się to zdarzało dotychczas. W chwili obecnej, od ok. 10 dni w okolicznych "Biedrach" nie ma już nerkowców i czekam ciekawy czym zaskoczy mnie kolejna dostawa. A w oczekiwaniach niecierpliwy będąc, wróciłem do źródeł i kupiłem w końcu stosowne orzeszki w Tesco. I tyle tytułem przydługawego wstępu - wprowadzenia - wyrazu rozżalenia.

W Tesco za 10,99 PLN można stać się właścicielem takowego zgrabnego pakieciku:
Po otwarciu (i usunięciu nadmiaru soli - za pomocą sitka i kilkukrotnym nim potrząśnięciu) ukazuje się następujący widok:

Ta kupka po lewej to uzysk soli z opakowania.
Cóż można rzec, jest dobrze. Orzechy są duże, w całości. Ilość połamanych, czy małych kawałków jest znikoma. Są przyprażone w sam raz jak dla mnie. Tradycyjnie, za słone, ale ja sobie z tym radzę w opisany wyżej sposób. Są chrupiące, choć jak na moment zaraz po otwarciu opakowania, to wydają się być nieco wilgotne (jak jednodniowe w Biedronki).
Pewnie to wszystko zależy od stopnia wyprażenia i zawartości wody w orzechu, ale ciekawe jak by smakowały następnego dnia, to znaczy na ile gorzej. 
W każdym razie są na tyle wciągające, że trzeba sobie wydzielić porcję (ale to brzmi), żeby nie zjeść za dużo. A o to naprawdę nietrudno.
Mnie najbardziej podchodzą z winem (czerwonym wytrawnym - innego raczej nie pijam), do koniaku też się nadadzą;).
Są niestety dosyć kaloryczne: 620 kcal na 100 gram. Aj. Ale za to preferuję zestaw z winem aniżeli piwo i chipsy.

Ocena 8/10
Dostępne w Tesco. Cena 10,99 PLN

Plusy:
- nie są aż tak słone jak te biedronkowe;
- smaczne po prostu.

Minusy:
- cena mogłaby być niższa (konkurencja potrafi - patrz Biedronka)

Słowem, godny polecenia produkt.